Nierówności dochodowe należą dziś do najniższych w Unii, luka płacowa płci jest czterokrotnie mniejsza niż w Niemczech — ale co trzeci Polak mieszka w przeludnionym mieszkaniu, Warszawa jest trzy razy bogatsza od Lubelszczyzny, a dzietność spadła do rekordowego 1,14.
Ważna korekta do potocznej tezy o „rosnących nierównościach”: mierzone dochodowo nierówności w Polsce należą do najniższych w Unii i spadają nieprzerwanie od 2015 r. Nierówności, które realnie rosną lub trwają, mają inny wymiar — regionalny (Warszawa kontra wschód), mieszkaniowy (przeludnienie dwa razy częstsze niż w UE) i pokoleniowy (emerytury tracą w relacji do płac). Największym wyzwaniem jest demografia: Polska rodzi dziś o 40% mniej dzieci niż w 2017 r., a ubytek naturalny jest najwyższy od wojny — równoważony po cichu przez imigrację, której oficjalna statystyka ludności jeszcze nie widzi.
Dwie linie, które się rozjeżdżają: Polska spada z 30,8 do 24,9, Unia stoi niemal w miejscu. W dekadę Polska przeszła ze średniej unijnej do piątego najniższego poziomu nierówności dochodowych w UE. Najbogatsze 20% Polaków ma dziś 3,6 raza wyższy dochód niż najuboższe 20% — wobec pięciokrotności w 2010 r.
To najmocniejsza korekta do tezy postawionej w briefie tego dokumentu: nierówności dochodowe nie są ciemną stroną współczesnej Polski. Ciemne strony nierówności mają inne wymiary — pokazują je następne wykresy.